Nie ma Laury; pofrunęła
W mrowisko czerwone jak ogień,
Wśród milionów pancernych głów
Został tylko strzępek muślinu.

Gdzież Beatrix? Uniosło ją
Pociemniałe przed burzą morze.
Tylko na dnie, wśród szczątków ryb
Kołysze się loka złotego wodorost.

A wesoła Jenny, którą Burns
Jak piszczałkę przykładał do ust?
Czy ją deszcz rozniósł po makach,
Czy też miotła

Po izbie?
Ot, i ona: Maryla Puttkamer;
Ta się w grób jak w głaz obróciła.
Ale przecie szkoda i jej
Pocałunków niebożątek.

Idź w poezję, jak w ciemną sień;
Gdzie niekiedy śmiech dziewczęcy tryska
Lub z milczenia dobiega stuk
Połamanych
Obcasików.

Idź w poezję; idźże tam,
Moich uczuć Sioło Jasne,
Ja kolejną z ciężkich bram
Zatrzasnę.


Po dwóch godzinach najtęższej pieszczoty
Leżymy, oczy zatapiając w ciemność.
Sen łamie ręce i zawala mosty -
Miękkim sztyletem ktoi nas na dwoje.

Więc ty odchodzisz w swój sen. Ja do siebie -
Ty małą matkę przytulasz do piersi -
A ja wciąż idę o wodzie i chlebie
W trudne krainy niemilknących wierszy.
Ledwo że oko skryjesz pod powieką,
Już jesteś obca - rzucona daleko...