Bo teraz popatrz: znowu mamy śniegi
Szklane trumienki twych powiek pokryte
Zawiane usta -
Pajęczyny lodu
Śpią w twoich nozdrzach jak w maleńkich grotach
Bo teraz poczuj: znowu wieją mrozy
Żyły twe stygną jak kwiaty na szybie
Na ciepłym języku usiadł anioł chłodu
Szronem się pokrył strop podniebienia
Bo teraz posłysz: drwale dzwonią w drzewa
Sanie po śniegu jak po srebrnym chruście
Ptak skostniał
Zapadł
I uderzył w biegun
A dźwięk tak cienki jakby ktoś zakrzyknął
Nad sklepieniem mej celi
idą ludzie, weseli,
do domów, rodzin, matek.
Niosą serca wzruszone,
oczy szczęściem zamglone,
będę łamać opłatek.
A ja tutaj sam jeden
opłakuję swą biedę
głodu i samotności.
Uchwycę kawał ściany,
przełamię płat ceglany,
mój opłatek wolności.