Tiko-tako, tiko-tak,
W dyliżansie przez Montmartre
Jedzie dama karo z kart,
Na jej rączce siedzi ptak.
Puku-stuku, kili-klak,
Kółka kręcą się na bruku,
Ptaszek śpiewa: kuku-kuku,
Dziobie damę w złoty kark.
Dama wiezie porcelanę,
Porcelana cienko dzwoni,
Świszczą loki w grzywach koni,
A koniki całe szklane.
Tiko-tako, tiko-tak,
Już dyliżans wjeżdża w ganek,
Dama z rączką zza firanek
Daje znak
Verlaine chciałby do niej wybiec,
Podać rękę jej pod stopę,
Lecz spostrzega świecy kopeć
I rozbite pudło skrzypiec.
Szklankę z rysą, nad kieliszkiem
Swej kochanki tłusty biust -
A kochanka pcha do ust
Rozwaloną czarną kiszkę.
Bogiem, a prawdą. Kocham Cię
Ziemio w roztopach rozklejona.
Wy, wszystkie miasta, wszystkie wsie,
Wy, wszystkie noce, wszystkie dnie,
I Ty, co wąskie masz ramiona.
Boś ty jest ziemia, tak jak głóg -
Tyle, że wzeszłaś w dziwnych liniach...
Całuję ziemię Twoich warg,
Całuję ziemię Twoich nóg,
Która się dymem wód odymia...
Jest gdzieś północ której nie zobaczę
północ świata
i północ doby
czas i przestrzeń spięte jedną gwiazdą
pod którą tylko
śmierć się urodziła
zapach północy, leży w uszach zmarłych
w nozdrzach psów pokostniałych
na bezkresnym śniegu
w porcelanowych medalionach dzieci
co wreszcie są cicho
a smak północy
był na tamtej ręce
której dotknąłem jak żelaza w mróz
odtąd unosząc tylko pół języka
bełkocząc odtąd