To chyba wszystko...
To chyba wszystko, dumna panienko,
wszystkom uczynił, czegoś pragnęła:
trochę płakałem, niewiele, maleńko...
A płacz właściwie był rzewną piosenką,
bo choć sądziłaś, żeś mną owładnęła,
kochałem trochę, niewiele, maleńko...
Ot, tyle tylko aby mieć pod ręką
szczyptę tęsknoty do tęsknego dzieła,
tkliwości trochę, niewiele, maleńko...
A dzisiaj wszystko dla innego wzięłaś,
wszystkiego trochę, niewiele, maleńko...
Kochając drzewa, kocham je głównie w słojach,
Kochając ptaki, kocham je ściśle w kostkach -
Nie to,
Co w kształcie,
Lecz to,
Co w szumiącej,
W gęstej jak syrop mikroliryce materii.
Gdy o księżycu - to mówić łyżką od soli,
Gdy o słowikach - to znać kaniony ich gardeł,
Gdy o miłości - to kłaść w milczeniu na stolik
Włosy twoje osobne
I twarde.
Jest gdzieś północ której nie zobaczę
północ świata
i północ doby
czas i przestrzeń spięte jedną gwiazdą
pod którą tylko
śmierć się urodziła
zapach północy, leży w uszach zmarłych
w nozdrzach psów pokostniałych
na bezkresnym śniegu
w porcelanowych medalionach dzieci
co wreszcie są cicho
a smak północy
był na tamtej ręce
której dotknąłem jak żelaza w mróz
odtąd unosząc tylko pół języka
bełkocząc odtąd