Ta się pojawia. Wychodzi z ręcznika
Nastroszonego Brązowa z błękitu
Ale jak lemur skupiona w sobie
Ma coś z bokserskiej lśniącej rękawicy

Gniewem ją można Można ją karioką
Ona się pręży Lubi pełne światła
Ziemia jest mocna pod jej podeszwami
Ziemia ma twarde ściągłe mięśnie brzucha

I ona pójdzie bruneta bez sukni
Tylko w zielonym szaliku na szyi
Parasol - czarny Nóż - przedpotopowy
Buty - sandały z żyłką między palce


Nie cały minę Choć zostanie owo
Kochanie ziemi w bajorku i w oście
I przeświadczenie że śledź bywa w poście
Zarówno piękny jak pod jesień owoc

Bo kochać umiem kobietę i z rana
Gdy leży cicha z odklejoną rzęsą
A jak jest moja to jest całowana
W puder i w słońce W zachwyt i w mięso

Tak mnie ugadzam bo nie tylko z niebem
Ale z odbiciem nieba w całej nafcie
A teraz weźcie teraz wy potrafcie
Tyle zachwytu połączyć z pogrzebem

Słabi powiedzą tyle że to smutno
Mężni że słabych zatrzymuję w drodze
A ja zbierałem tylko te owoce
Co - że są krwawe - zbiera się przez płótno