Nieważne że macie ochotę mnie zabić
Ale zabijajcie możliwie bez bólu
Nie chodzi bowiem o treść
A o metodę
Nieważne że macie ochotę mnie zabić
Nieważne że będę płakał z bólu
Ale zabijajcie mnie z dala od oczu żony
Chodzi o metodę
Chodzi o metodę O odrobinę cywilizacji
O trochę wysiłku mózgów tak ciężkich jak wasze
O tę kruchą kruszynę
Wyrozumienia
Więc oto ziemia moja Ojczyzna
Wszystko we mnie co wieczne - z tych oto ogórków
Z tych bladych kwiatów szarpanych żarłocznie
Przez chude jak szkielety wróble
Wszystko co we mnie otwiera ten pejzaż
Koniem sterczącym w niebo kopytami
Różą znienacka ogromną jak krowa
Wiatrakiem zeschłym
I wreszcie człowiek - z flaszki pionowej
Ostatnią kroplę chciwie wypija
Płacze
Maryja
Jezus
Maryja
Jezus
Maryja
Jezus
Maryja
Jest gdzieś północ której nie zobaczę
północ świata
i północ doby
czas i przestrzeń spięte jedną gwiazdą
pod którą tylko
śmierć się urodziła
zapach północy, leży w uszach zmarłych
w nozdrzach psów pokostniałych
na bezkresnym śniegu
w porcelanowych medalionach dzieci
co wreszcie są cicho
a smak północy
był na tamtej ręce
której dotknąłem jak żelaza w mróz
odtąd unosząc tylko pół języka
bełkocząc odtąd