Odeszli od siebie z powodu nieustaleń
Zgubili adresy i zapomnieli twarzy
Wracali do wspomnień co najwyżej z uśmiechem
Po którejś tam wódce kiedy robi się gorzko
Nie - ani ich pociąg ani też katastrofa
Ani deszcz też nie złączył To było bezpowrotne
To że bardzo kiedyś z powodu nieustaleń
Odeszli od siebie na dwa bieguny mostu
Nad sklepieniem mej celi
idą ludzie, weseli,
do domów, rodzin, matek.
Niosą serca wzruszone,
oczy szczęściem zamglone,
będę łamać opłatek.
A ja tutaj sam jeden
opłakuję swą biedę
głodu i samotności.
Uchwycę kawał ściany,
przełamię płat ceglany,
mój opłatek wolności.