Moja stopa pokrwawiona
Na Twe płótna śnieżnobiałe...
Tyle słów zostanie po nas,
Ile w wierszach wystękałem.
Moje usta poranione
Na twe plecy krągłokostne...
Tak jak wiatr - gdy wstrząśnie klonem -
Spadną świece wielkopostne.
Więc choć listkiem przefruniemy,
Więc choć drzewem wyrośniemy,
Nie wypowiem tego - niemy...
Niemy, Żono, i my - nie my.
Ta się pojawia. Wychodzi z ręcznika
Nastroszonego Brązowa z błękitu
Ale jak lemur skupiona w sobie
Ma coś z bokserskiej lśniącej rękawicy
Gniewem ją można Można ją karioką
Ona się pręży Lubi pełne światła
Ziemia jest mocna pod jej podeszwami
Ziemia ma twarde ściągłe mięśnie brzucha
I ona pójdzie bruneta bez sukni
Tylko w zielonym szaliku na szyi
Parasol - czarny Nóż - przedpotopowy
Buty - sandały z żyłką między palce