Kochając drzewa, kocham je głównie w słojach,
Kochając ptaki, kocham je ściśle w kostkach -
Nie to,
Co w kształcie,
Lecz to,
Co w szumiącej,
W gęstej jak syrop mikroliryce materii.
Gdy o księżycu - to mówić łyżką od soli,
Gdy o słowikach - to znać kaniony ich gardeł,
Gdy o miłości - to kłaść w milczeniu na stolik
Włosy twoje osobne
I twarde.
Delikatność miłości
Którą mi dala
Cytryny plasterek
Nabrzmiały po brzeg
To tak jakbym po ostrzach złotych brzytew szedł
Tak mnie przywabiał cienki głos jej ciała
Lecz nagle głowa
Z wysokości spadła
W czerwony otwór
Moich ust
To tak jakbym z nagła wbił brutalny gwóźdź
W środek na balu białego zwierciadła
Jest gdzieś północ której nie zobaczę
północ świata
i północ doby
czas i przestrzeń spięte jedną gwiazdą
pod którą tylko
śmierć się urodziła
zapach północy, leży w uszach zmarłych
w nozdrzach psów pokostniałych
na bezkresnym śniegu
w porcelanowych medalionach dzieci
co wreszcie są cicho
a smak północy
był na tamtej ręce
której dotknąłem jak żelaza w mróz
odtąd unosząc tylko pół języka
bełkocząc odtąd